U nas w kraju to troche trudno wytlumaczyc, kto jest liberalem, czy kto jest z prawej a kto z lewej (o, to u nas we Francji jest tak samo). Wiesz, liberalowie wygrali wybory i podniesli podatki... O to u nas jest tak samo, tylko odwrotnie - wygrali socjalisci i obnizyli podatki.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą couchsurfing. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą couchsurfing. Pokaż wszystkie posty
piątek, 16 listopada 2012
Paryżu, przybywamy, czyli "Nie, juz mi nie pomagaj, już zapiąłem pasy"
Siedliśmy. "Mamo, mamo, zapnij mi pasy". Matka jeszcze zdejmuje kurtkę i pakuje bagaże na górę, więc nieco zlewa potrzeby psychologiczne swojego dziecka "bycia już teraz zapiętym".Po chwili pochyla się, z ofertą zapięcia i słyszy "nie, już mi nie pomagaj, już zapiąłem pasy"... Szczęka mi opadła, że 2,5 letnie rączki tak sobie sprawnie z tym poradzą bez zbyt dużego treningu (ostatnio lecieliśmy samolotem ponad pół roku wcześniej z Meksyku...)
(w drodze powrotnej udało mi się to złapać na filmiku).
Miałam w planach założenie Wojtkowi pieluchy na lot, zakladajac, ze bedzie spal, i duzo pił podczas startu. Chyba mnie te pasy tak zdekoncentrowały ;) bo zapomnialam, i jeszcze zanim na dobre wystartowalismy, znak zapiac pasy byl ciagle wlaczony, a tu "sikuuuuuuu". Ale na szczescie zdazylismy doczekac do kiedy mozna bylo popedzic do lazienki :) Potem Wojtkowi udalo sie usnac w polowie lotu, wiec kolo godziny przespal.
Na CDG pierwsze spotkanie z wyczekiwana przez nas bariera jezykowa. Wysiadamy z samolotu i jak zwykle kolo drzwi samolotu/rękawa czekamy na wozek. Dla upewnienia sie pytam po angielsku stojaca obok Pania z obslugi: czy na nasz wozek mamy czekac tutaj? (Paluchem TUTAJ). "Łi łi, costamcostam po francusku, baggage, oui oui". No wiec stoimy kolo niej i czekamy na wozek. Wszyscy wysiedli, my nadal czekamy... Hmmm... Wracam do samolotu i pytam stefke, stefka Pana ktory wyglada jak z biura lotu na CDG (piekny francuski akcent mial na swoim polskim :), Pan pyta technicznego, a techniczny lapie sie za glowe, bo o wozku zapomnial :)
Z lotniska wsiadamy do metra - dowiadując się, że jest to chyba najbardziej nieprzyjazne rodzicom metro z jakim mieliśmy do czynienia. Myślicie, że brak wind i schodów ruchomych to bariery, na które należy narzekać?? Dołóżcie do tego korytarz, który pnie się w górę (18 schodów), za 20 metrów w dół (znów 18 schodów), potem za zakrętem 2 ciągi schodów do góry. Za chwilę w dół. Potem jeszcze tylko 100 metrów korytarza, dwa razy schody i jesteście na peronie. Przesadziłam? Niewiele. Z wózkiem i walizką naraz było to naprawdę słabe doświadczenie. Potem, kiedy byliśmy już tylko z samym wózkiem we dwie osoby nie było to tak uciążliwe, ale współczuję Paryżankom serdecznie (zresztą nie tylko tego...)
Po kilku przesiadkach docieramy do naszych hostów z couchsurfingu. Dzielnica w której
mieszkają to dziwny nowy twór na starej tkance miasta. W miejscu dzielnicy melin i starych magazynów powstaje nowoczesność. Za kilka tygodni ruszy nowy tramwaj (z trawnikiem między torami!! czemu u nas tak nie ma?), stawiane są coraz to nowsze budynki mieszkalne, a obok siedziba jednego z największych banków świata (której ogrodzeniu i opłoceniu brakuje jeszcze tylko drutu kolczastego aby dopełnić obrazka "odcinamy się od tego, co wokół nas"). W niedalekiej okolicy jest podobno świetne centrum nauki dla dzieci (Parque de la Vilette, czyli francuska wersja Centrum Nauki Kopernik :), ale uznajmy, że mając 2,5 dnia w Paryżu jednak zrezygnujemy z jego zwiedzania.
Tom i Nancy okazują się dokładnie tacy, jak się spodziewaliśmy - przyjaźni, nienarzucający się, a przede wszystkim - z córką w wieku Wojtka!!! Po dotarciu dostajemy zaproszenie, aby dołączyć do nich na kolację (przepyszne danie z dynią... jak się okazuje, wynik korzystania przez naszych gospodarzy z jednego z systemów dostarczania "warzyw przez lokalnych producentów". Tym razem w paczce była dynia, i coś z nią trzeba było zrobić :) Spędzamy wieczór na "obwąchiwaniu się" :) i częstowaniu naszych gospodarzy dobrami z Polski - torcik wedlowski, kabanosy, wiecie rozumiecie :) Jest już na tyle późno, że nie chce nam się nigdzie ruszać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)